Przed kilkoma dniami obchodził urodziny, sięgnąłem więc po najlepszą z jego głosem płytę - "The Real Thing". Lubię w całości, włącznie z hitem "Epic" - bez pardonu nafaszerowanym skando-rapem.
Po upływie lat wciąż nie potrafię zadeklarować uwielbienia dla jakiegoś konkretnego jednego utworu, wystającego lepszością ponad inne. Mimo to myślę sobie, że na dzisiaj możemy podgłośnić kapitalne, sześciominutowe, z każdą chwilą zyskujące na natężeniu "Zombie Eaters". Nic się nie zestarzało. Klasa kawałek. Choćby się skichały te wszystkie pierdy deftonsy, parkłejdrajwy czy bringmidehorajzony, nie daliby rady wskoczyć w podobne do Faith No More buty, nawet po kilku głębszych. Inna sprawa, iż dzieciarnia z pokolenia z, jest cienka jak drut.
A zatem "Zombie Eaters". Kotłuje się, Mike Patton wychodzi z siebie. Śpiewa, krzyczy, skanduje, a niekiedy, gdy trzeba - śpiewa baranim głosem (ten to ma głos, chyba ponad skalę oktaw). Wszystkiego po trochu. Ależ piosenka. Uwielbiałem ją w osiemdziesiątym dziewiątym, kłaniam jej się nisko także teraz.
Dobry tekst, choć trzeba nad jego rozwikłaniem popracować. Wyczuwam tu relację dzieciaka z rodzicem z perspektywy malca. I ten smarkacz to typowy pasożyt. W dodatku panikarz. Ledwie znika mu matka z oczu, a ten już płaczem doprowadza ją do szału. A potem znowu wysysa z niej nie tylko mleko, ale i każde źdźbło energii. Żadna więc z niego niewinna istotka, to intruz! - zombie wręcz. Interesowna, lejąca w gacie persona, żądna jedynie własnych potrzeb. Ale jest jeszcze coś. Istnieje coś takiego, jak depresja poporodowa, a wtedy role mogą się odwrócić, i to rodzicielka staje się złośliwa oraz mściwa. Z pozycji obiektywnej nie znajduję dla żadnej ze stron współczucia. W owym zakresie skrywam raczej kiepską regulację empatii. Zaznaczę przy sprzyjającej okazji - nie cierpię wrzeszczących i beczących bachorów, podobnie jak rapu. Pamiętajmy, dzieciaki bezlitośnie uzurpują własne szczęście od rodziców, a gdy go nie dostają, przechodzą do kontry i z biegiem czasu nienawidzą.
Musiał Mike mieć jakieś silne w tym zakresie przeżycia/wspomnienia, skoro eksploduje w tej piosence z niesłychanym zaangażowaniem, wiarą i przekonaniem. Głośniki aż wyzwalają wichurę. Ale tak trzeba, ponieważ tak właśnie się słucha rocka, a nie na tych komputerkach popierdółkach.
Dużo zdrówka dla Mike'a!
andy
"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00
na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub afera.com.pl
"USPOKOJENIE WIECZORNE"
w każdy poniedziałek od 22.07 do 23.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań) lub radiopoznan.fm








