sobota, 31 października 2026

cukierki

Za mych cielęcych lat chyba wszyscy wiedzieliśmy, czym halloween, lecz raczej nikt się tym nie zajmował. Za wyjątkiem ekipy Kaia Hansena i Michaela Kiske'ego, których wspaniałym dziełkiem się zasłuchiwaliśmy. Wydany w Polsce "Strażnik Siedmiu Kluczy", stacjonował bodaj w każdym polskim domu, bez względu na stylistyczne preferencje. A my z Długim i Waldo katowaliśmy tę muzykę - pieszczącą nasze uszy, jednocześnie uwrażliwiającą na bujne aranże i wykwintne melodie.
Załączyłem dzisiaj obu Strażników i wciąż nie wiem, który lepszy. Ciekawe, co na to chłopaki?
Wytwórnia Noise Records ustrzeliła środek tarczy, bo chyba nic lepszego im się potem nie trafiło. Ale, czym życie, czym sława, sukcesy i pieniądze, oznajmia "Rise And Fall". Genialny kawał, wciąż dobrze trzymającego się żelastwa, z którego jasno bije, iż wszystko, co się wznosi, musi kiedyś upaść. Każda sława przeminie, każde bogactwo przemieni się w proch. Tak też andy'ego rada - żyjcie pięknie, niełapczywie, w zgodzie cudu samego istnienia. 
Wszystkie heołinowe na dziś duszki uświadomiły, iż pochodzę z epoki, kiedy nie tylko one nic mnie nie obchodziły, ale też imieniny hierarchią tkwiły nad urodzinami. Wiem, małolaty nie uwierzą, albowiem teoretycznie urodziny powinny przebijać umowne imieniny. A jednak, kiedyś obchodzono huczniej imieniny, ponieważ były w kalendarzu, ponieważ tak nakazywała tradycja, natomiast urodziny... hmmm, owszem, składano życzenia lub nie, w zależności od wiedzy, chęci lub innego widzimisię. Nie przywiązywano większej wagi do corocznego plus jeden.
Na imieniny mamuśki kupowały dzieciakom cukierki na wagę, które w sklepach pakowano jedynie w szare tytki. We właściwym dniu częstowano na wybranej, tylko jednej lekcji, koleżanki i kolegów, zaś belfra każdego, z którym akurat przypadały zajęcia. Imieniny były dniem zdejmującym presję pójścia do odpowiedzi, ale najlepiej jeszcze przed poczęstowaniem nauczycielki, stosownym było zasugerować: proszę pani, mam imieniny, czy nie będę dzisiaj pytany? W moim przypadku kwestia niezwykle istotna, wszak nigdy nie byłem przygotowany.
Z cukierkami zawsze miałem full wypas, Rodzice dawali radę, więc kupowali czekoladowe, wiadomo - dla każdego po jednym. W klasie było nas bodaj trzydziestka ósemka, więc w torebce na górkę ze dwa/trzy czekoladowe, w razie, gdyby. Na zapytania: a mogę dwa? ,odpowiedź stanowcza: nie! Więcej jedynie dla tych od serca, których zapraszałem na wieczorne lanie wosku oraz tort plus szyszki - ulubiony przysmak rówieśników, który z ryżu preparowanego i czekolady ugniatała Mama.
Wracając jednak do tych cukierków szkolnych, nie zawsze bywały czekoladowe, mniej majętni serwowali owocowe, a czekoladowe wydzielali jedynie edukatorom. I nikt się nie obrażał. To tak a propos cukierków, na które w przeddzień wszystkich zmarłych, dzieciaki napędzają trend.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


kawalerskie

Ze trzy-i-pół dekady temu, Sisterka przysłała mi z Chicago kamerę wideo, marki JVC. To była czysta na wtedy sensacja. Nikt jeszcze nie miał, albo prawie nikt. Obsługiwała duże kasety i jawiła się wygodną w użytkowaniu, choć z racji gabarytu preferowano ją wobec ludzi postawnych i z krzepą.
Dużo nagrywałem, a po latach Tata zgrywał co się dało na dvd. I tak oto obrodziło w pamiątki. Weźmy więc jedną z nich...
Taka scena z mojego kawalerskiego, listopad 1992, nie wiem, kto akurat operował na planie, ale dajemy z Katarem czadu imitując sekcję Carlosa Santany do "Oye Como Va". Maciek przejął na siebie partie perkusyjne, co dobitnie odczuwało moje wiekowe biurko, ja zaś solówkowałem na liniale kątowniczym mego Taty, natomiast na nieistniejącym już półkotapczanie muzę zapodawał mój pierwszy srebrny Technics - sprzęt zakupiony za dwieście dolców w nieistniejącej już Baltonie. Zabawa przednia. Z czasem dołącza Waldo i wraz z nim gramy "Let's Get Rocked" Def Leppard. Waldo tu głosem i gitarą, a ja zdaje się trzymałem kamerę. Raz po raz towarzystwo kręcące się w okolicach wc zagląda do nas i niekiedy popukują po czole. Na chwilę zagościł zmarły ostatnio Długi, który ucina sobie dymka, więc nie chwyta za żaden z powietrznych instrumentów.

Kawalerskie głośne i w obrusie obfite. Mama zadbała, byśmy głodem nie przymarli. Tych ludzi... że też ich wszystkich pomieściłem: Leszek, Jasiu i Długi - to z tych, których już nie ma. Ponadto: Sobuś, Katar, Waldo, Grzechu (a tak po prawdzie: Maciek), od takiej bardzo fajnej Justyny Tomek, do tego Radek, Marek, Mieciu, no i, wreszcie ja. Dwunastu apostołów rocka. Super impreza i nikt nie zadzwonił na dziewięć dziewięć siedem. Trzeba umieć się bawić. Głośno i kulturalnie. Przejrzałem całą taśmę i uwierzcie, może ze dwa, trzy niecenzuralne słowa, dzisiaj wręcz nie do pomyślenia. 

Jest też akcent z Ugly Kid Joe i muszę o tym wspomnieć, albowiem znowu z Katarem dajemy czadu, tym razem przy "Everything About You". Zacny kawałek, choć płytę słuchałem na wyrywki. No, ale podnieta przy muzie na maksa. Gramy i śpiewamy, a gdy song dobiegł końca, kamera zapisała Maćka zapytanie: ile dałeś za Ugly?, odpowiadam: dwa cztery dziewięć, na co reakcją Katara jest twarzy grymas - że drogo.
Pozbyłem się potem tej płyty - nie wiedzieć, czemu. Ale nie ma tego... bo wkrótce wróciła do mnie, choć nie ten sam egzemplarz. Nie pamiętam okazji, ale ów compact disc sprezentował mi nieżyjący od paru lat Szwagier, brat Mundi  - i to jedyna po nim pamiątka. 

Wspomnienia scalają nas, a musicie wiedzieć, że mowa o kumplach z zasadami. Tylko tacy przetrwają. Nawet, jeśli do niektórych mam już tylko dostęp dzięki technologicznym dobrodziejstwom.
Ale te wspomnienia trzeba też mieć z kim dzielić. Na nic się zdadzą, jeśli pozostaniemy z nimi sami.


andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


czwartek, 29 października 2026

uczyń to rzeczywistością, nie fantazją

Scorpionsi liczą się dla mnie głównie za heavy, ale ballady też lubię. Nawet bardzo. Stare płyty wymiatają, nie ma więc nic lepszego od "Lovedrive", "Blackout" czy dajmy na to "Savage Amusement". Ale to też taki zespół, że nawet na najmniej czarującym dziele, znajdę coś dla siebie.

Różne młodości skojarzenia naprowadziły mnie na "World Wide Live". Podwójny w winylu album, który kumpel kupił we wrocławskim Pałacyku podczas naszej wspólnej wyprawy pod koniec lat osiemdziesiątych. Nie pamiętałbym tego faktu, gdybyśmy się ostatnio nie rozmówili. Śmierć Długiego - wspólnego było nie było funfla - ożywiła naszą od dawna zamgloną znajomość, choć w latach młodości tworzyliśmy nawet intensywną przyjaźń. Sprawa albowiem idzie o faceta, z którym podobnie, jak z moim gronem od Pawła, też niegdyś nie umiałem się rozstać. Codzienne wspólne słuchanie płyt, szczególnie u niego. Warunki kapitalne, wszak Waldo mieszkał w szkole, w której po godzinach lekcyjnych sal do wyboru, a więc grasowały jedynie myszy i my. Namiętnie przewracaliśmy strony płyt Kiss, Def Leppard, White Wolf czy właśnie Scorpions. Znaliśmy każdą nutę/wers na pamięć, pomimo iż z racji braku znajomości angielskiego, władaliśmy jedynie fonetyką.
Zapytałem Waldo, czy pamięta, co wtedy przywiózł z Wrocławia? Na pewno "World Wide Live" - odrzekł, po chwili namysłu dodając: nad innymi musiałbym się nieco zastanowić. No dobra, niech więc wspomnieniem padnie na "World Wide Live", bośmy wszyscy uwielbiali ów live, będący m.in. zapisem amerykańskiej trasy po "Love At First Sting", w pełnej krasie: Love At First Sting World Tour. Słuchaliśmy tego tak głośno, że muchy padały. Gdy leciało u mnie, czasem Mamunia delikatnie zasugerowała: synuś, a nie dałoby rady trochę ciszej? Wkurzałem się, ale Mamę jednak się kocha, więc gałka wzmacniacza o kreskę niżej.
Niech niesie Was przez życie myśl z piosenki "Make It Real": ... make it real not fantasy.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


UWAGA! -- proszę kliknąć w zdjęcie, aby ujrzeć je bez zniekształceń !


czarna róża

Podjechałem wczoraj na cmentarz. Ładnie było - ciepło, sucho, słonecznie, tak z dziesięć na plusie, autobus punktualny... Na okoliczność przyodziałem czarny t-shirt Black Sabbath z fioletowym liternictwem i obramowaniem, nawiązującym do "Master Of Reality".
Dla Długiego wymarzyła mi się symboliczna czarna róża, ale o takich u bram wiecznego spoczynku nie słyszeli. Sytuacja skłoniła, by po powrocie do chałupy sięgnąć po tę z okładki Thin Lizzy "Black Rose: A Rock Legend", czyli z jedynej płyty z Gary'ym Moore'em w składzie. Chociaż, nie do końca, wszak było jeszcze w siedemdziesiątym czwartym "Nightlife", gdzie maestro Moore posolówkował w "Still In Love With You". Wczesna wersja z wdziękiem, acz nie była jeszcze równie rozbudowana i przejmująca, co posmakowałem w dwóch kolejnych dekadach.
W odtwarzaczu ostatnich siedem minut albumu, tytułowa Czarna Róża, opatrzona irlandzkim przedrostkiem - "Roisin Dubh (Black Rose): A Rock Legend". Wykwintny kawał hard rocka napotykający celtycką mitologię, stąd w czterech częściach, aż trzy oparte na tradycyjnych irlandzkich melodiach. Dawno nie słuchałem. Obecnie już tylko z kompaktu, winyl poszedł w ludzi jeszcze w epoce mleka pod nosem. 


andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


UWAGA! -- proszę kliknąć w zdjęcie, aby ujrzeć je bez zniekształceń !


środa, 28 października 2026

from the dark

"From The Dark" oznacza "z ciemności" lub "z mroku". Tytuł najnowszego Iommiego nie pozostawia złudzeń co do hołdu wobec Ozzy'ego, a jednocześnie sama muzyka nadal podtrzymuje płomień Black Sabbath. Niepodrabialne brzmienie tej gitary oraz miażdżąca siła mrocznych riffów, nadają tej konkretnej twórczości imitacje walenia młotem w kowadło.

Ten, o niemal cmentarnym wydźwięku album, nie pozostawia złudzeń wobec amatorów tanich melodyjek, którzy nie mają tutaj czego szukać. Dostępujemy jedynie różnorakich ciemnych barw, a już tylko sama czerń odmienia się na węglową, onyksową, hebanową i jak nie tylko. Nie jest więc w tych barwach jednoznacznie, gdyby się komuś mogło zdawać.
Słuchając "From The Dark", usilnie nachodzi mnie skojarzenie z Heaven & Hell, historyczną już ekipą pod wodzą Ronniego Jamesa Dio, która choć nazwę zaczerpnęła od pierwszych Sabbs z nim w składzie, to jednak Heaven & Hell opiewali w o wiele cięższe heavy, znacząco odleglejsze względem np. przebojowych "Neon Knights" lub "Children Of The Sea".

Zatrudniony do śpiewania Norweg - Jorn Lande -słusznie nastraja gardło pod Ronniego Jamesa i czyni to godnie, więc chwała Iommiemu, że zaproponował temu eks-singerowi Ark, Masterplan czy Millenium, kontrakt życia, na który ambitnie harował. Lande zaśpiewał we wszystkich ośmiu kompozycjach podstawowego programu płyty, za wyjątkiem dwóch instrumentalnych bonusów, względem wydania limitowanego. Noo, nie do końca instrumentalnych, wszak w "Deified" mamy chór.
Poczuwam się zaznaczyć, iż na "From The Dark" zainstalowali się, m.in. koncertowa basistka Mercyful Fate, Becky Baldwin, zaś w numerze "Death Wake", pojawił się Queen'owy Brian May - co dziwić nie powinno. Panowie lubią się od dawna, więc Maya mieliśmy już u Black Sabbath na albumie "Headless Cross". Ktokolwiek jednak nie pojawiłby się w gościnie na "From The Dark", i tak przepadnie z podpisanym rolą główną, Tonym Iommim.

Przed wydaniem albumu, gdzieś przeczytałem, iż ulubionym numerem Iommiego jest wieńczące regularną edycję - "Legacy", czyli "dziedzictwo". I ten tytuł jakże nabiera szczególnego znaczenia w kontekście frazy: "... jutro ktoś zaśpiewa muzykę, którą zabiorę za sobą ...". Tony, zanim więc wyryjemy ją w kamieniu pozwól, bym podebrał Ci jedną linijkę z nieco wcześniej na albumie zainstalowanego i równie dobrego "Beyond The Dead", dedykując ją nieodżałowanemu Długiemu: "... zmierzam ku śmierci porzucając swój statek, by spłonął. Daleko od bólu i wszelkiego szaleństwa ...".


andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


UWAGA! -- proszę kliknąć w zdjęcie, aby ujrzeć je bez zniekształceń !


wtorek, 27 października 2026

życie jest muzyką

Czym jest, czym byłaby muzyka, gdyby nie budziła w nas emocji, a ta starsza nie wywoływała wspomnień? W ogóle - muzyka, jak bez niej żyć? Zawsze towarzyszy, jest jak anioł stróż - czy to w chwilach zwątpienia, bądź przeciwlegle, w uniesieniach. Ile warte byłoby moje życie, gdyby natura odarła mnie z takiego przywileju? - pozwólcie, że głośno pomyślę. I teraz, kiedy wspominam bogatą kartę historii mego kumpla, wszędzie ta muzyka jest. Ale przypominają mi się też stare seriale, przy których zrywaliśmy boki - "Alf", " 'Allo, 'Allo!", "M*A*S*H" i nawet "Bill Cosby Show". Cosby był przesympatyczny, zanim ujawniono jego mroczne, drugie ja. Wszystkie te filmy, choć paradne, dowcipne i z nutą satyry, bawiły me grono, radowały do rozpuku. Niekiedy umawialiśmy się pod pretekstem, by właśnie przy nich posiedzieć, a po napisach końcowych, po prostu spędzić ze sobą czas. Był taki etap, kiedy widywaliśmy się codziennie. Nie potrafiliśmy bez siebie żyć.

Przeżywam ostatnie wydarzenia, jak zapewne zauważyliście. Długiego nie ma od półtora tygodnia, Jasiowi za miesiąc wybije dzwon trzech lat, a Leszek, jako pierwszy, zasmucił nas ponad cztery-i-pół roku temu. Przejebane - ciśnie się na usta. Bo nie ma ich wszystkich i nigdy nie będzie. W międzyczasie potraciłem Rodziców oraz Zuleczkę, a moja Mundi brata. Trudno więc tak się w sobie zebrać i na nowo pokochać świat. A jeszcze posunąłem się w latach i bardzo dużo nie lubię, nie podoba mi się. Wyrosłem z naiwności, z udawania, z przymusu wszystkich i wszystkiego kochania, a zwiać nie ma dokąd. 


andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


dzika rubież

Nie zgubię w myślach kasety "Wild Frontier" Gary'ego Moore'a, jaką w plecak do Ustki spakował Waldek. Lubił tę muzykę, ale chyba nie zdawał sobie sprawy, że już niebawem uczuciem wyszarpnie ją Ewka. Na każdym kroku akcentowała do niej sympatię. I to z nią najbardziej mi się zawsze będzie kojarzyło tych osiem numerów. Kaseta przegrana z winylu, a na nim trochę szczuplej, jak na kompakcie. Ta muzyka oraz Ustka '89 umocowały związek Ewki i Pawła, wypaliły w nich wieczystości lak.
Nieprzerwanie w "Thunder Rising", "Wild Frontier", "Friday On My Mind" (przeróbce The Easybeats) czy "The Loner", widzę ich uśmiechy i szczęśliwości tamtych dni. W zasadzie - wszystkich nas, ponieważ, owe chwile szczęścia, dotyczyły każdej mordki, bez wyjątku. I choć Gary Moore tworzył ten genialny album pod wpływem Irlandii, w oparciu o jej tradycje oraz krajobrazy, chyba nie miał pojęcia, iż zrealizował rzecz dla wielu wiekopomną.
Po latach dochodzę do wniosku, że za miękki jestem na częste tego słuchanie. Zbyt wiele robi ze mną ta muzyka, a jak mówi klasyk: "w życiu trzeba być twardym, nie miętkim".
Na zawsze pozostanie we mnie plik kadrów z obszernego pola namiotowego, na którego środku sanitariat, aż pewnego razu ktoś z naszej paczki ustrzelił przy nim kultowe już dziś foto rozbawionych Ewy i Pawła, z Ewą szykującą się zza pleców Pawła na niego z nożem. Prawdziwa femme fatale.
Działo się. Atrakcji nie ustawało. Jedną z nich, poranne patrole po piwo. Trzeba było zrywać się jeszcze przed śniadaniem, albowiem chwila nieuwagi, i w mig wykupione. Znosiliśmy tego na plecaki. Stare zdjęcia oznajmiają prawdę imprezowego trybu. Przez to nie pamiętam za dużo samego morza. Chyba nie bardzo mieliśmy na nie czas, tyle się działo poza jego otwartą, nieskrępowaną przecież przestrzenią. Cóż za wakacje! Tylko pozazdrościć - że tak nieskromnie sobie pozwolę. Żałuję jedynie, że za przyczyną pewnych okoliczności dostąpiłem ich w wersji okrojonej. Taka wersja edit, jak to na singlach radiowych bywa. Przyjaciele przeżyli tamten czas w full length version. No i, brawo!

Tamtego pola namiotowego już nie ma. W nowym ustroju jego obszar przygarnął kościół. Wybudowali się, rozsiedli, opłotowali... 

P.S. Jest taka możliwość, że jakiegoś szczegółu nie dopatrzyłem, ale jak głosi prawda: nieważne jak było, ważne jak pamiętasz.

andy

"NAWIEDZONE STUDIO"
w każdą niedzielę od 22.00 do 2.00

na 98,6 FM Poznań (Radio Afera) lub
afera.com.pl 

"SOBOTNI WIECZÓR andy'ego"
w prawie każdą sobotę od 23.00 do 1.00
na 100,9 FM Poznań (Polskie Radio Poznań)
lub radiopoznan.fm


UWAGA! -- proszę kliknąć w zdjęcie, aby ujrzeć je bez zniekształceń !